Lisan

Blog

12.03

Wykryj intruza, czyli jak poznać, że wyraz nie jest do końca turecki

Article l pop up weekend market

Czy ucząc się tureckiego kiedykolwiek mieliście wrażenie, że coś się tu nie zgadza? Układacie zdanie wyraz po wyrazie, sufiks po sufiksie, zaczyna to nabierać sensu, zupełnie jakbyście tworzyli obraz z puzzli, już już, czekacie aż w zachwyt wpadnie teściowa, miejscowy amca i siostra kuzynki Waszej ev arkadaşı, ale nie, widzicie jak twarz siostry kuzynki nieco się krzywi (cóż poradzić, jest lekko złośliwa), a teściowa i amca uśmiechają się z pobłażaniem. Znowu jakiś wyjątek i w gruzy wali się wszystko, co wiedzieliście o harmonii!

W porządku, może i ten wstęp był nieco zbyt dramatyczny, ale faktem jest, że już od pierwszego spotkania z słówkiem saat (ar. zegar, godzina) można się zacząć zastanawiać, kiedy znowu trafimy na jakiś wyjątek. Mówi się, że w tureckim jest ich niewiele, że nie ma się czym przejmować, ale mimo wszystko od czasu do czasu zastępują nam drogę i zachowują się… po prostu dziwnie. Traf chciał, że przy okazji są to w większości słowa zapożyczone - z arabskiego, greckiego, perskiego, francuskiego, angielskiego, włoskiego i wielu innych języków, z którymi zetknął się nasz drogi turecki w trakcie swojej historii, a których nie zdołały wymazać reformy Atatürka. Jeśli chcecie poznać je bliżej, a przy okazji nieco przypomnieć sobie zasady fonetyki, czytajcie dalej:

 

  • Tureckie samogłoski nie za bardzo za sobą przepadają, spółgłoski zresztą też, dlatego w większości wyrazów występują naprzemiennie. Ot, żeby się nie pokłócić. Natomiast w zapożyczeniach zachowują się o wiele spokojniej, dzięki czemu mamy takie wyrazy jak saat, aile (ar. rodzina), teşekkür (ar.), blok (fr.), spor (fr.), grup (fr.) czy tren (fr.). Oczywiście rodzimy użytkownik tureckiego wcale nie musi być do tej fanaberii przyzwyczajony. Jeśli zdarzy Wam się trafić na wieś w Anatolii, wsłuchajcie się i sprawdźcie, czy poczciwa teyze przypadkiem nie mówi, że jej wnusia przegapiła tiren albo ostatnio wzięła się za sipor. Ha, chyba nie myśleliście, że i w istasyon (fr.) przypadkiem sobie tam przywędrowało?

 

  • Można się już domyślać, że tureckie wyrazy są wybredne. Dla przykładu, prawie nigdy nie zaczynają się na c, l, m, n, r, v i z - poza tymi sytuacjami, kiedy do akcji wkracza ne i jego złożenia, samogłoski wymieniły się z kuzynami albo mamy do czynienia z językiem dzieci albo dźwiękami natury - ich w końcu nikt nie będzie ograniczał! Kiedy następnym razem zobaczycie lale (per. tulipan), radyo (fr.), limon (gr.), cevap (ar. odpowiedź), mektup (ar. list) moral (fr. morale), viraj (fr.), zeytin (ar. oliwka) czy zaman (fr. czas) będziecie wiedzieć, że przyszły z zewnątrz i przynajmniej po niektórych można się spodziewać niespodzianek.

 

  • Słyszeliście kiedyś jak Turek wymawia słowo normal (fr.) albo alkol (fr.) czy hakikat (ar. prawda)? Jeśli tak, a macie wprawne ucho, to może uderzyło Was, że to l było podejrzanie miękkie, a a w prawdzie jakby bardziej z przodu? Nie? Trochę szkoda, bo to jedne z słów-pułapek, po których łamie nam się harmonia. Uważajcie ;)

 

  • Niektórych dźwięków w ogóle nie było w tureckim. Poza tymi sytuacjami, kiedy mówimy dziecku jakie jest milusie (cici), pytamy kolegę, którą (hangi) chce pożyczyć książkę albo słyszymy czyjś szept (fısıltı) możemy być niemal pewni, że chodzi tu o wyraz obcy! Tak, tak, canım (pers. kochanie, duszko moja), havuz (ar. basen) czy fıstık (ar. orzeszek albo ślicznotka) to wszystko zapożyczenia! A co do słówek z j to to są tak dziwne, że trzeba je nieraz przerabiać na swojsko brzmiące candarma (z fr. jandarma) czy Capon (fr. Japon).

 

  • Nie tylko ludzie noszą czapki. Zdarza się, że robią to także samogłoski, zwłaszcza gdy właśnie przebyły długą podróż. Na pewno je widzieliście: kâgıt (pers. papier), rüzgâr (pers. wiatr) i mâvi (ar. niebieski) brzmią nieco inaczej niż byśmy się spodziewali, a wszystko dlatego, że zawierają długie a, które jak wskazuje nazwa, nieco dłużej wymawiamy. Co prawda Turkom zdarza się mówić w ten sam sposób o starszych braciach (ağabey, wymawiane aabi) czy jutrze (yarın), które są bardzo bardzo tureckie, ale tym wyrazom już czapek nie zakładają. Z zapożyczeniami zresztą też różnie bywa, dlatego nie zdziwcie się, jeśli w jednym miejscu będą nosić nakrycie głowy, a w drugim go zapomną.

 

To na razie wszystko w krótkim przewodniku po tureckich zapożyczeniach. Macie już swoje ulubione? A może zdziwiło Was pochodzenie któregoś z wyrazów? Nie wahajcie się tym z nami podzielić! 

 

Anna Banasiak

© Lisan 2016 | Realizacja agencja interaktywna bloomnet

© LISAN 2016 realizacja agencja interaktywna bloomnet