Lisan

Blog

03.03

False Friends w tureckim, czyli uważaj na ... Bogdana!

Article l false friends w j zyku tureckim

Merhaba! Hoş geldiniz! Ostatnim razem, kiedy się tutaj widzieliśmy, gawędziliśmy sobie o szkodliwym wpływie nauki języka obcego. Jeszcze wcześniej wyjaśnialiśmy, dlaczego nie warto uczyć się innych języków. Dziś czara goryczy się przeleje i porozmawiamy sobie o czymś, co jest równie złe. A mianowicie? Ekwiwalenty pozorne. Ne? Dobra dobra, zapraszamy na małe randevu z fałszywymi przyjaciółmi, czyli powszechnie znanymi „false friends”.

„Bogdan, jaki Ty masz dobry charakter”

 

Na początek, od początku - „dobra dobra” wcale nie zostało tutaj użyte bezpodstawnie. Na język polski chyba przekładać tego nie musimy, prawda? Ale warto wiedzieć, że z powiedzeniem tym, równie dobrze możemy spotkać się także w języku tureckim. I o ile w tym przypadku przemieszanie się tych dwóch języków, może być źródłem małego nieporozumienia, tak raczej żadnych przykrych konsekwencji nie będzie miało (tur. dobra dobra - szczerze, bez ogródek). Ale mieć może! Kiedy? Ano na przykład wtedy, gdy na tureckiej ulicy głośno krzyczysz za Bogdanem, nawołując go po imieniu, albo spacerując po centrum Warszawy, komplementujesz go mówiąc: „Bogdan, jaki Ty masz dobry huy”.

 

Podstępne wyrazy, czyli jak wystrzegać się fałszywych przyjaciół?

 

Po tym „przykrótkim” wstępie przejdźmy zatem do sedna. Tym, dziś będą właśnie „false friends”, czyli fałszywi przyjaciele. Gwarantujemy, że na swojej drodze spotkałeś ich nie raz. I wcale nie mamy tutaj na myśli znajomego, który obgaduje Cię za plecami. Zatem o czym mowa?

 

„False friends” to grupa wyjątkowo podstępnych wyrazów, które w różnych językach mają podobny kształt lub brzmienie, ale znaczą zupełnie coś innego. Fałszywi przyjaciele bardzo często towarzyszą osobą uczącym się kilku języków. Jest to poniekąd związane z wspominaną przez nas ostatnio interferencją językową, czyli przenoszeniem wzorców i elementów jednego systemu językowego, do drugiego. Błędne użycie obcych słówek łudząco podobnych do słów z naszego języka ojczystego, jest częste i bardzo naturalne. Towarzyszy nie tylko początkującym poliglotom, ale potrafi przysporzyć też niemało problemów tłumaczom. Wspomniani przyjaciele są z powodzeniem wykorzystywani w komediach i różnych grach słów, ale niekoniecznie pozostaną bez echa w codziennej komunikacji z obcokrajowcem. Jeśli w naszą rozmowę z Turkiem, wtrąci się owy fałszywy przyjaciel, może być nie tylko niezręcznie, ale też groźnie...

 

Wszyscy mówimy po turecku... ale myślimy o czymś innym

 

Celem rozwiania wątpliwości, które być może zasialiśmy w Twojej głowie przytaczając przykład z owym Bogdanem - dlaczego głośne wołanie za nim po imieniu na tureckiej ulicy może być nieco nie na miejscu? Od początku - „bok” po turecku, to wcale nie nasz polski „bok”. Turecki „bok” to po prosto „gówno”. Załóżmy więc, że udajesz się ze znajomym Bogdanem na zakupy na turecki bazar. Gdzieś pomiędzy dywanami i papuciami, owy towarzysz Ci zaginął. Nawołujesz go krzycząc: „Bogdan, Bogdan!!!”. Uważaj, bo o ile pisownia nieco się różni, brzmienie już nie bardzo - turecki „boktan”, to krótko mówiąc „gówniany”. A jeśli już o imionach mowa - jeśli poznajesz w Turcji przystojnego adama, który ma na imię Burak - wiedz, że z popularnym w Polsce burakiem, nie musi mieć on nic wspólnego. On ma po prostu tak na imię. Namieszaliśmy troszkę tym przystojnym adamem o burakowatym imieniu, prawda? Turecki „adam” to wcale nie towarzysz naszej Ewy, a po prostu „mężczyzna”.

 

Jedziemy dalej, ale zanim dodamy gazu, zatrzymajmy się jeszcze na moment przy dywanach - tych kupowanych przez naszego Bogdana. Otóż, „divan” łudząco podobny do naszego „dywanu”, to niekoniecznie tureckie nakrycie podłogi, a po prostu „kanapa, leżanka”. Więcej fałszu? A i owszem!

 

Na baczności powinny też się mieć młode mamy spacerujące ze swoim niemowlęciem po tureckich miastach. Jeśli słodkim głosem przemawiasz do swojego potomka „mamusia już daje Ci pić”, przez przechodzącego obok Turka wcale nie zostanie to odebrane jako przejaw Twojej troski. Wręcz przeciwnie - „piç”, które po polsku brzmi właśnie jak „pić” to słowo nieładne, wręcz bardzo obraźliwe. Oznacza „bękarta” i inne, jeszcze mocniejsze synonimy. Ale jeśli już o dzieciach mowa - czy wiesz, że w języku tureckim „mama”, to wcale nie polska mateńka, a „pokarm dla niemowląt”?

 

Dobra dobra, bo wiemy, że tylko na to czekasz - a więc do rzeczy... Co z tym „huyem”? Kiedy poznaliśmy osobę o wyjątkowo dobrym sercu, kochaną i pomocną, i chcielibyśmy dopieścić ją dobrym słowem - bez obaw możemy powiedzieć do niej, że ma bardzo dobry „huy”. Mhm. Nie brzmi dobrze? Być może. Ale bez obaw - w języku tureckim „huy”, to po prostu „charakter”. A ten może być dobry, prawda?

 

Wyjaśniliśmy najważniejsze, możemy kończyć... Warto jednak wiedzieć, że fałszywych przyjaciół w języku tureckim jest o wiele, wiele więcej. Dla przykładu - „kot” to nie polski dachowiec, a „dżinsy”, „bal” nie oznacza wystawnej imprezy, a po prostu „miód”, „kupa” - nie, to nie to, co myślisz - to tylko „kubek” albo „puchar”, a „pis” to nie partia polityczna, a „brudny”.

 

Anna Rychlewicz

© Lisan 2016 | Realizacja agencja interaktywna bloomnet

© LISAN 2016 realizacja agencja interaktywna bloomnet